Ryszard Kapuściński
Cesarz

Spektakl Teatru Ateneum

13 stycznia 2020, Opera Krakowska
Adaptacja i reżyseria:
Scenografia i kostiumy:

Mikołaj Grabowski
Zuzanna Markiewicz

Adaptacja i reżyseria: Mikołaj Grabowski
Scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz
 
Obsada

Marian Opania

Maria Ciunelis, Julia Konarska

Dorota Nowakowska, Wojciech Brzeziński

Tomasz Schuchardt, Janusz Łagodziński

KUP BILET
KUP BILET
O przedstawieniu

Teatralna adaptacja słynnej książki Kapuścińskiego. Opowieść o władzy absolutnej, która łamie kręgosłupy moralne i stwarza świat, w którym fałsz i obłuda urastają do rangi najwyższych wartości. Publiczność reaguje spontanicznie, a kolejne rewelacje z życia etiopskiego cesarza i jego dworu zyskują współczesny kontekst… Cesarz M.Grabowskiego stanowi wymowny przykład teatru porozumiewającego się z widzem – publiczność chwyta w lot aluzje do współczesności i śmieje się gęsto, choć chwilami ten śmiech zamiera na ustach.
Ten spektakl to także znakomite role aktorskie, na czele z Marianem Opanią!  – koniecznie trzeba to zobaczyć!

 

Przedstawienie przeznaczone dla widzów od lat 15

Opinie widzów po premierze
Recenzje

Pomysł, żeby dziś wystawić Cesarza Ryszarda Kapuścińskiego, wydaje się znakomity. Kiedy w roku 1978 ukazało się arcydzieło reportażu, autorytarne rządy Hajle Sellasje nasuwały skojarzenia z chylącą się ku końcowi epoką Gierka. W Polsce roku 2019 spektakl w reżyserii Mikołaja Grabowskiego w sposób nieunikniony odsyła do obecnej rzeczywistości. Choć reżyser wyraźnie akcentuje ponadczasowość i uniwersalność refleksji wyłaniającej się z książki Kapuścińskiego, jej aktualność jest porażająca. Publiczność reaguje spontanicznie, a kolejne rewelacje z życia etiopskiego cesarza i jego dworu zyskują współczesny kontekst. Cesarz Grabowskiego stanowi wymowny przykład teatru porozumiewającego się z widzem aluzjami, coraz częściej obecnego na scenie. Niestety, mechanizmy, którymi posługuje się władza pazerna na pieniądze oraz urzędy, usiłująca kontrolować kolejne sfery życia i jak najdłużej zachować wpływy, okazują się powtarzalne i niezmienne. Na usta ciśnie się pytanie, jak daleko posunie się jeszcze cesarz i jego świta, przekonani, że – jak relacjonuje jeden z rozmówców Kapuścińskiego – „zawsze się wywiniemy, podniesiemy, że co mamy, nie oddamy, bo najgorsze przetrzymamy”?
[MALWINA GŁOWACKA]

Niezależnie od tego, jakie swoje ulubione teatralne (i rozpoznawalne) chwyty zastosował w tym przedstawieniu Mikołaj Grabowski (a jestem zwolennikiem, by nie stosował ich zbyt wiele), oto jesteśmy świadkami teatru, który wykracza poza coraz powszechniej obowiązujące standardy sztuki scenicznej. Nie ma tu projektorów, mikroportów, aktorzy nie filmują się nawzajem, nie rozbierają bez powodu. Nikt nie bełkocze, całość nie trwa pięciu czy siedmiu godzin… Zaraz, zaraz… to chyba jest dość klasycznie, prawda? Czyżby w teatrze zagościł prawdziwy teatr? A owszem. Zresztą Ateneum słynie z tego, że tu się nikt nie bawi w teatr, tylko go po prostu robi.

Sukces „Cesarza” – jak się okazuje: wściekle wręcz aktualnego tekstu – jest właśnie sukcesem teatru pozbawionego rozmaitych „bajerów”. Ateneum w porównaniu z innymi teatrami dysponuje mocno przewidywalną machiną sceniczną, a jednak okazało się, że przy jej pomocy da się przyrządzić smakowitą teatralną ucztę. Ten spektakl to tak naprawdę majstersztyk aktorski, o czym się zapomina. Owszem, w pierwszej części zastanawialiśmy się momentami, czy czasem nie jest zbyt statycznie (i w istocie skupialiśmy się na doskonałej dykcji aktorów), wszakże druga odsłona opowieści o władzy absolutnej, która łamie kręgosłupy moralne i sprzyja stworzeniu świata, w którym fałsz i obłuda urastają do rangi najwyższych wartości, była już naprawdę świetna.
[Włodzimierz Neubar]

Kiedy pierwszy raz przeczytałem „Cesarza”, wywarł na mnie piorunujące wrażenie, ale będąc przed moją główną przygodą z Gombrowiczem – „Trans-Atlantyk” wystawiłem w roku 1980 – nie do końca dostrzegałem wpływ Witolda na Ryszarda. Lektura ostatnich lat przekonała mnie o tym, jak wielką pomocą dla Kapuścińskiego była twórczość Gombrowicza. Kapuściński z reportażu stworzył przecież nieomal szekspirowski dramat władzy, podlany sosem absurdu rodem z Mrożka, a zachłyśnięcie się gombrowiczowską frazą nadało tekstowi wymiar poetycki. Nie mylę się. Niektóre teksty autora brzmią jak najlepsze wiersze poezji dekadenckiej. Mogłem przepuścić taką okazję i nie ujawnić reportażu w formie wybiegającej poza schemat? To przecież okazja, by poszaleć z aktorami w oparach rzeczywistości groźnej, ale groteskowej zarazem. W oparach depresyjnej groteski. I nie będę miał za złe publiczności, jeżeli od czasu do czasu na spektaklu wybuchnie śmiechem.

[Mikołaj Grabowski w wywiadzie udzielonym Jackowi Cieślakowi dla gazety Rzeczpospolita]